Piotr Kowalski - tą osobę większość osób kojarzy (zwłaszcza te osoby które wnikliwiej śledziły początki Nordic Walking w Polsce). To dzięki niemu wielu z nas może cieszyć się dziś z uprawiania Nordic Walking. Pan Piotr jest uważany jest za Pioniera Nordic Walking w Polsce i to On jako pierwszy przeprowadził kurs instruktorów według przepisów INWA (wraz z Sirpa Arovonen) w Polsce. Dziś publikujemy list od Pana Piotra.

Kasia, moja partnerka, w latach 2005-2007 przebywała w USA, szukając zmiany stylu życia po ciężkich osobistych traumach i dramatach rodzinnych, trafiła na amerykański wellness oraz na moją stronę internetową www.nordicwalk.pl . Zafascynowana tym co robię, postanowiła zaprosić mnie do Chicago, poprzez
Fundację Zdrówko Plus, opiekującą się polonijnymi Amazonkami, abym wraz z nią pokazał zalety Nordic Walking w rehabilitacji osób zmagających się z nowotworem piersi. Prawie 2-miesięczny pobyt pokazał celowość takiego podejścia, a przypadkowo poznana tam przez nas dr Hanna Tchórzewska, specjalistka rehabilitacji z Centrum Onkologii w Warszawie, zainteresowała się naszą działalnością. Potem wróciłem w USA jeszcze na krótko, aby zabrać Kasię do Polski i zaopiekować się nią, umożliwiając jej kontakt z córkami. Już wtedy podejrzewałem, że może być chora, ale dopiero w lipcu 2008 roku, jedna z entuzjastek Nordic Walking okazała się być onkologiem, który na moją prośbę zdiagnozował u Kasi nowotwór lewej piersi o dużym zaawansowaniu (3-go stopnia), określając jej szanse przeżycia na niewielkie. Podjęliśmy się natychmiastowego działania, a kontakt z dr Tchórzewska tu w Warszawie, pomógł nam w szybkiej operacji i wstępnej rehabilitacji. Kasia już 3 tygodnie po pełnej mastektomii, zaczęła na nowo trenować Nordic Walking, osiągając niemal pełną sprawność i technikę, która zadziwiła lekarzy i fizjoterapeutów podczas prelekcji, którą zorganizowaliśmy w Centrum Onkologii. Potem poddana została ciężkiej chemii, a przed jej podaniem udzieliła wywiadu dziennikarce TVP 1, która postanowiła nagrać z nami 3 odcinki serialu "Szpital Odzyskanej Nadziei", gdzie pokazano Kasię od momentu podania chemii, obcięcia włosów, przez codzienne życie i radzenie sobie z cierpieniem, po trening Nordic Walking, który, od samego początku, pomagał Kasi znieść skutki chemii i utrzymywać ją w sprawności fizycznej i psychicznej. Zaangażowaliśmy się w wolontaryjne prowadzenie zajęć Nordic Walking z grupą Amazonek w Centrum Onkologii, w promowanie Stowarzyszenia Amazonek Warszawa Centrum, organizowanie marszów na rzecz profilaktyki onkologicznej, współorganizowanie 2 edycji Marszu Różowej Wstążki z Kasią i Amazonkami na czele pochodu, oraz wielu publicznych występów, w tym 2 razy w TVP 1 "Kawa czy Herbata", szkoleń Nordic Walking, projektów unijnych dla kobiet, gdzie pokazywaliśmy jak można sobie radzić z chorobą nowotworową inaczej. Na zaproszenie red. Ewy Drzyzgi, Kasia mogła o tym opowiedzieć na antenie TVN w programie "Rozmowy w Toku", choć nie wszystko co najważniejsze zostało pokazane telewidzom, a Kasia została pokazana w nie najlepszym świetle w kontekście odejścia od medycyny konwencjonalnej.
Niestety, w styczniu 2010 roku pojawiły się przerzuty do prawej piersi, a w połowie lipca zdiagnozowano u Kasi zmiany w kręgosłupie i żebrach, oraz płyn w opłucnej, co było dla nas ogromnym wstrząsem i zarazem porażką terapii opartej na zaleceniach medycyny akademickiej. Choć jestem synem lekarzy, to z trudem muszę przyznać, że straciliśmy zaufanie do skuteczności tego leczenia i podjęliśmy się poszukiwań terapii alternatywnej, opartej na połączeniu medycyny naturalnej, z diagnostyką medycyny konwencjonalnej. Terapia jest bardzo kosztowna (300-500 zł/dziennie). Pierwszy etap leczenia, od lipca do końca września, Kasia ma już za sobą. Podawane miała kroplówki z silnym stężeniem witaminy C, aminokwasy, enzymy, a następnie sprowadzoną z USA amigdalinę, czyli witaminę B-17. Potem oczyszczała się na 14-dniowym turnusie owocowo-warzywnym i miała stosowane regularne lewatywy kawowe. Wyniki badan krwi pokazały znaczący postęp w leczeniu i celowość podjętej terapii. Kasia schudła 20 kg i z powodów bólów kręgosłupa, skurczyła się w górnym odcinku kręgosłupa. Porusza się słabo, głównie leży i szybko się męczy, tym razem tylko podpierając się kijkami Nordic Walking, którymi kiedyś maszerowała niemal wzorowo, zadziwiając 3 tyg. po operacji lekarzy i fizjoterapeutów w Centrum Onkologii ... Ponadto, oczyściła swój układ pokarmowy, zmieniła dietę i powoli zaczyna się usprawniać. Niedawna diagnostyka została wykonana w Szpitalu na Banacha, gdzie Kasia została zabrana przez pogotowie, po pojawieniu się uporczywego krwotoku. Tym razem markery nowotworowe były bardzo podwyższone, potwierdzona niska zawartość hemoglobiny i mała liczba płytek krwi. Być może nastąpił dalszy rozrost lub, oby, znaczny rozpad guzów nowotworowych. Niestety znowu pojawiły się dolegliwości bólowe w kręgosłupie oraz problemy z oddychaniem i ograniczona lokomocja, która spowodowała praktycznie unieruchomienie i konieczność leżenia w łóżku. Choć Kasia nie wygląda najlepiej, to nadal jest bardzo mocna psychicznie, i ma w sobie dużo wiary i woli życia.

Przed samymi Świętami, Kasia była w szpitalu na oddziale internistycznym: uzupełniono jej wtedy elektrolity i płyny, w formie kilkunastogodzinnych kroplówek podawanych non-stop przez 4 doby. Podczas badań diagnostycznych, okazało się że ilość płynu w lewym płucu jest niepokojąca i należy jak najszybciej usunąć ten płyn, co było jednak możliwe nie prędzej niż po Świętach – na czas świąteczno-noworoczny Kasia znalazła się w domu. Potem, 3 stycznia, wróciła do szpitala na kolejne 4 dni, aby mieć ściągnięty płyn z lewego płuca – niestety tylko w znieczuleniu miejscowym, ze względu na niewydolność krążenia i słaby stan ogólny: zeszło z płuca 2 litry płynu, co było niesamowite (“tamponada serca”, które było całkowicie zanurzone w płynie, niewidoczne na RTG, i zagrażało Kasi życiu). Kasia zniosła ten zabieg dzielnie, choć początkowo miała poważne problemy z oddychaniem, to jednak ulga pojawiła się niemal natychmiast, a wyniki badań krwi pokazały dużą różnicę na korzyść. Można powiedzieć, że cały ten świąteczno-noworoczny pobyt w szpitalu, który zawdzięczamy przytomności umysłu i doświadczeniu mojej mamy (moim rodzice są lekarzami, mama ma 7-zmysł), był najważniejszym momentem w Kasi terapii, a sam zabieg usunięcia płynu był zabiegiem ratującym Kasi życie!
Kasia jest w domu od 2 tygodni i powoli zaczyna się usprawniać: dostała na Święta paczkę z USA od naszego znajomego, który przysłał jej suplementy Herbalife niedostępne w Polsce, które pomogły jej poczuć się na tyle mocniej, aby rozpocząć powolne poruszanie się. Ruch jest jej bardzo potrzebny, ale przy ciągłych dolegliwościach bólowych ze strony zmienionego nowotworowo układu kostnego, byłoby to niemożliwe bez ograniczenia lub uśmierzenia bólu (dostała plastry morfinowe ze szpitala, ale nie zdecydowała się na ich używanie z uwagi na ryzyko uzależnienia i niedobre dla niej efekty uboczne). Dostaliśmy kontakt do lekarki, neurolog, specjalistki od akupunktury z Poradni Leczenia Bólu - ze słynnej szkoły prof. Garnuszewskiego, pioniera polskiej akupunktury (poradni grozi zamknięcie, bo NFZ wycofuje się z dofinansowania czegoś co jest bardzo potrzebne i skuteczne, ale “nie na rękę” koncernom farmaceutycznym) która nie bez oporów, zdecydowała się podjąć próby terapii przeciwbólowej. Kasia odbyła już 4 zabiegi (co drugi dzień), i trzeba przyznać, że pomagają jej, to znaczy odczuwa różnicę, może samodzielnie wstawać z łóżka, ból jej tak mocno nie doskwiera i zaczynamy pomału (co drugi dzień) krótkie 5-minutowe spacery przy domu ( w sumie jeden spacer to 100-150 metrów z kijkami z moim podtrzymywaniem jej pod pachami z tyłu, żeby trzymała pozycję pionową bez obciążania mocno osłabionego i wygiętego kręgosłupa (co obniżyło Kasi wzrost o ok. 8 cm) i słabych rąk. Dzięki temu Kasia wentyluje płuca i łapie świeże powietrze. Jutro kolejny zabieg akupunkturowy, a minimum terapeutyczne do 10 zabiegów – wtedy będziemy mogli poznać pierwsze efekty, choć podobno po 2 tyg. a nawet po miesiącu od zakończenia terapii, żeby można było jednoznacznie określić celowość zastosowania tego leczenia.
Pomimo tych ciężkich chwil, zwłaszcza pod koniec roku, ostatnie 2 tygodnie pokazały, że jest szansa powalczyć o zdrowie Kasi, tym bardziej, że ostatnie wyniki markerów nowotworowych pokazały, że stan choroby jest ustabilizowany, nie ma dalszego progresu nowotworowego. Żeby ten stan utrzymać niezbędne jest wzmocnienie organizmu – suplementacja, odbudowa masy mięśniowej, bez której niemożliwa jest jakakolwiek fizjoterapia. Kasia już nie może patrzeć na łóżko, próbuje jak najwięcej siedzieć, ale nie ma siły się wyprostować, więc opiera się na rękach, co nadweręża i tak słabe ścięgna. W czwartek był
u nas znajomy biochemik, ekspert w dziedzinie farmakologiczno-suplementacyjnej, który jak zobaczył Kasię stwierdził, że spodziewał się gorszego widoku, że oprócz “anorektycznego” wyglądu mocno wychudzonej Kasi, zauważył pogodną buzię z gęstymi czarnymi długimi (do wczoraj, bo był u nas przyjaciel, fryzjer) włosami, z dobrym przepływem krwi i energii życiowej w organizmie (zbadał ją). Po długiej rozmowie zalecił Kasi kolagen z firmy Calway, białko w postaci kapsułek i żelu – polski produkt, opatentowany ewenement na skalę światową – który pomoże odbudować Kasi tkankę łączną, wzmocni jej układ kostno-stawowy i szybko postawi ją na nogi. Jutro jedziemy do szpitala, aby rozpocząć rehabilitację ruchową, na którą Kasia została zakwalifikowana przez ordynatora poradni rehabilitacyjnej w zeszłym tygodniu. Będą to ćwiczenia w odciążeniu, izometryczne i oddechowe.
W zeszły weekend odbyła się impreza charytatywna na rzecz Kasi, Magiczny Spacer Po Warszawie (patrz na załączniki), zorganizowany przez Fundację Aktywni, z którą wznowiłem po 5 latach, współpracę. Mimo trudnych warunków pogodowych impreza się udała (200 uczestników, w tym nasi znajomi instruktorzy z Poznania, Wronek i Kielc) i udało się zebrać symboliczne 400 zł na leczenie. Mamy nadzieję, że to dopiero początek kolejnych imprez, które będziemy chcieli kontynuować, także w innych miastach. Zobacz fotorelację ze Spaceru zamieszczoną na http://chodzezkijami.pl/posts/152 .
Podsumowując nasze działania, mamy przed sobą perspektywy na to, że Kasia dojdzie do formy i będzie mogła zaangażować się w pracę, ale na razie to wszystko odbywa się moim kosztem – stałem się jej opiekunem, pielęgniarzem, masażystą, psychoterapeutą, pedagogiem pomagającym w trudnych rozmowach także z jej córkami, który spędza z Kasią całą dobę, niemal nieodstępującym jej na krok. Dzięki temu, Kasia dochodzi szybciej do zdrowia i lepiej funkcjonuje, pokazując wszystkim tym, którzy dawno jej nie widzieli niesamowitą pogodę ducha, odporność psychiczną, i jak to stwierdziła lekarka neurolog oraz nasi instruktorzy podczas kolacji u nas po imprezie charytatywnej, zupełnie nie przypomina pacjentki onkologicznej w zaawansowanym stadium choroby. Nie mam czasu na nic innego, nie mogę zająć się pracą, żyjemy dzięki pomocy ludzi nam życzliwych, a wszelkie sporadyczne wpływy finansowe są natychmiast wydawane na opłacenie akupunktury ( 1 zabieg to 200-150 zł), zakup suplementów ( miesięczna kuracja kolagenowa to 800 zł, zakup produktów Herbalife to 200 dolarów/miesiąc, zakup krzemu i huby brzozowej to 500 zł/miesiąc, z USA musimy ściągnąć pozostałe 3 produkty mineralno-witaminowe za 200 dolarów/miesiąc), i zakup żywności. Niestety brakuje nam na opłacenie faktur, musimy pisać pisma do spółdzielni mieszkaniowej z prośbą o wydłużenie terminu zapłaty czynszu za mieszkanie, a o regulowaniu moich rosnących, zaległych zobowiązań finansowych mogę na razie zapomnieć.

W nadchodzącym tygodniu ustalamy zasady współpracy z Fundacją Aktywni, a pod koniec stycznia poprowadzę dla nich pierwsze szkolenie, Kasia pewnie też zostanie zaangażowana w jakieś działania. Nieoficjalna współpraca już trwa od końca listopada, ale nie ma to jeszcze charakteru zarobkowego, tylko organizacyjny. Nie wiem czy i kiedy wyjdziemy na prostą, bardzo mnie to stresuje, ale nie mam nawet czasu, aby się tym porządnie zmartwić. Brakuje mi też czasu na relaks, a życie w ciągłym stresie nie prowadzi do niczego dobrego. Bywają chwile, gdy nachodzi mnie zwątpienie, ale przeważa siła oraz uśmiech i radość w oczach Kasi, a także wdzięczność jej córek, które życząc mi zdrowia w Nowym Roku, marzyły, abym wytrwał z nimi wszystkimi w dobrej formie do przyszłego Sylwestra.
Od samego początku naszego pobytu w Warszawie wziąłem na siebie odpowiedzialność za opiekę nad Kasią i jej córkami, ponosząc także początkowo cały ciężar leczenia oraz utrzymania się. Obecnie potrzebna jest dodatkowa pomoc, o którą zwróciłem się do wszystkich ludzi dobrej woli, moich instruktorów i przyjaciół, instytucji i firm z którymi współpracowałem. Ich zaangażowanie pozwala nam kontynuować leczenie, mimo, że wydatki lawinowo wzrastają.
Kasia jest pod opieką Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą, ale konta darczyńców i te z 1% są już puste. Podaję dane potrzebne w celu dokonywania ewentualnych wpłat:
- z celem 1%:
1. Nazwa OPP: Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
2. KRS: 0000037904
3. Imię i nazwisko, Kasia Wota, wpisujemy w rubryce "Informacje
uzupełniające - cel 1%"
- ponadto, załączone są dwa apele: bezpośrednio do indywidualnych darczyńców ( apel z kontem 411240...), oraz do odbiorców za pośrednictwem mediów (apel z kontem 751240 ...(apele mogą być wysyłane na prywatne skrzynki emailowe w
wersji elektroniczne, natomiast do firm i instytucji, tylko w wersji
listownej).
- poniżej podaję prywatne konto Kasi na które można wpłacać (są osoby, które być może zechcą pomóc, a nie będą skłonne przelewać na konta Fundacji):
Katarzyna Wota, ul. Świętokrzyska 1a, 64-800 Chodzież
PKO BP 28 1020 3903 0000 1102 0045 1922
Załączamy również pliki pdf:
Ludzie Dobrej Woli oraz Entuzjaści Nordic Walking!
Oświadczenie Pani Kasi
Podziękowanie dla Fundacji Aktywni
styczeń 31, 2011 08:57











Pozdrowienia dla mojego Senior Instruktora - dziękuję za porady jak być lepszym instruktorem.